wtorek, 2 października 2012

Codzienna rutyna

Co dnia wstajemy rano by iść do pracy,szkoły i innych miejsc docelowych by coś załatwić,zrobić,dokonać (oczywiście nic nie mówiąc o tych leniwych pajacach którym nic się nie chce), i tak od poniedziałku do piątku, gdzie co chwile ktoś nas wkurwia.. Niema tygodnia żeby ktokolwiek nas nie wkurwił. Tak codziennie o 6-7 rano wstajemy żeby zdążyć, często już ledwo otwierając oczy mówimy - "ja pierdole kurwa kolejny chujowy dzień". Zwlekamy się ostatkiem sił z łóżka szybko ubieramy i wychodzimy bo już na nic innego nie ma czasu, jak zwykle tak jak tylko najdłużej się dało leżeliśmy bo się już nie chce wiedząc co nas dziś czeka.. Wsiadamy do tego autobusu, tak akuratnie do tego który jak zwykle jest zajebany po brzegi, w środku jebie a my musimy do niego wsiąść bo nie mamy innego wyjścia. Jedziemy nim średnio 30 min. mówiąc do siebie "kurwa jak ja się nie wyspałem", "ja pierdole poco ja wstawałem" a mimo to, czego nie powiemy i tak nie zrobimy nic innego bo "musimy" coś zrobić bo dzięki temu będziemy mieli jakąś kasę której jak zawsze jest za mało. Zanim wysiądziemy zdąży nas wkurwić kierowca autobusu który jedzie nim tak jakby to był jego pierwszy raz (dodaje gazu i hamuje tak kilka razy zanim ruszy) a w nas już się kurwa gotuje żeby tam pójść i mu wygarnąć wsiąść za kółko i samemu pojechać albo po prostu wysiąść i butować dalej, w dodatku słuchamy pierdolenia ludzi którzy w okół nas ze sobą gadają np. jedni dosłownie czują się tak jak większość mówiąc przykładowe "o kurwa co za chujowy dzień", inni pierdolą " czego to ja wczoraj zajebistego nie robiłem, i jaki to ja zajebisty nie będę, i czego to ja dzisiaj nie dokonam", następni starają się z nami jakoś porozumieć albo ostatnia już grupa tzw. tandetnego pierdolenia którego mistrzami są dziewczyny, ich pierdolenie jest tak beznadziejne że nie da się tego zrozumieć co nas wkurwia a jeśli nawet się uda to coś w stylu "patrz jakie fajne mam buty, a to a tamto,sramto". W końcu wysiadamy, już tak wkurwieni że to nieporozumienie, idziemy tam gdzie zawsze, tą samą drogą, dzień ledwo się zaczął a już chcemy żeby się skończył.. ale nie.. bo było by zbyt łatwo. Jak już pewnie każdy z nas wie, bez wyjątków, wszyscy muszą dostać kopa od życia.. Po tej porannej mordędze dochodzimy do celu.. A tam.. nasi towarzysze męki oraz inni wkurwiający ludzie.. ale siedzimy tam i z nimi współpracujemy bo bez tego będziemy mieć jeszcze bardziej przejebane, i nasze wkurwienie osiągnie wówczas maksimum gdy wylecimy bo nie będziemy mogli nic zrobić ani załatwić..Ta męka trwa zazwyczaj 8h, gdzie zazwyczaj robimy tam to samo co zawsze, oraz jesteśmy skazani na to żeby wszyscy, którzy są nad nami, ryli nam przez ten czas, pierdoląc co mamy robić, oraz nieustannie nas oceniając. Gdy w końcu wychodzimy stamtąd  z uczuciem jak by dyrektor właśnie nas wyruchał.. bo robimy więcej niż powinniśmy przez ten czas, jesteśmy tak zmęczeni że dosłownie padamy na pysk... Jeśli jeszcze mamy choć krztę siły idziemy spotkać się ze znajomymi, zazwyczaj na godzinę góra dwie po to by się nareszcie rozluźnić.. odpocząć od tej bandy ulicznych kretynów i innych ludzi którzy nas w okół wkurwiają. Potem idziemy na autobus powrotny, męcząc się z tym samym problemem co rano.. a gdy wracamy do domu zmęczeni, jemy obiad, popijając go czymś i kładziemy się ze zmęczenia spać na 2h żeby odpocząć po tym wszystkim.. Wstajemy i idziemy usiąść przy naszym miejscu kultu (biurko z komputerem podłączonym do sieci) i przeglądamy pierdoły albo przygotowujemy się do następnego dnia.. Potem kolacja,kąpiel i spanie.. Rano powtarza się ten cykl.. jesteśmy wkurwieni ale robimy to  bo coś nas do tego zmusza.. bo chcemy mieć wykształcenie, dostać comiesięczną wypłatę itd. Morał z tego jest taki; Nie ważne co zrobisz i tak musisz ulec systemowi bo zginiesz wcześniej niż powinieneś

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz